Idealizacja jako forma obrony

Idealizacja jest inną często spotykaną formą obrony. Wszyscy znamy to złudne wyobrażenie: gdyby Freud czy inny prekursor psychoanalizy był na moim miejscu, mój pacjent (w rzeczywistości powinno się także powiedzieć: ja sam) czułby się znacznie lepiej. Za przejawy idealizacyjnej obrony uważam także rozmaite modne mity psychoanalityczne – są one wyrazem niepewności, ukrywania niepo-koju, braku oryginalności i autorytetu. Właściwie każda teoria psychoanalizy może być stosowana jako obrona idealizująca. Staje się wówczas mniej lub bardziej atrakcyjnym „gotowcem” przyjmowanym przez pacjenta i dopasowywanym do niego w razie potrzeby. Nie bez kozery Freud ostrzegał nas przed złą czarownicą „metapsychologią”.

Aby ustalić dokładną diagnozę i rozpocząć leczenie naszego stanu depresji przeciwprzeniesieniowej potrzebujemy często pomocy naszych kolegów oraz samego pacjenta, który zadał nam ranę narcyystyczną. To właśnie chciałem pokazać na przykładzie terapii Oskara. Nie należy jednak mnie źle zrozumieć: nie chciałbym tu negować masochizmu analityka. Chodziło raczej o zwrócenie uwagi na częste zakłócenie pojawiające się w sposób nieunikniony w pracy z trudnymi pacjentami, takimi jak perwersyjni, z pogranicza (borderline) czy psychotycy, oraz na sposoby rozpoznawania tych zakłóceń i ich neutralizowanie. Analityk, który nie rozpoznaje i nie przepracowuje swego stanu depresyjnego, spłyca terapię, pozbawiając ją witalności i właściwego rozumienia. Przestaje być dostępny dla pacjenta tak uczuciowo, jak i intelektualnie. A nasza zdolność do bycia dostępnym, czy – jak to określił Balint – „zezwalania na użycie siebie”, jest wszakże zasadniczym warunkiem ponawiania wysiłku mimo niepowodzeń w niesieniu pomocy bliźnim terapią analityczną.

Leave a Reply

odnawialne źródła energiiPrzedsiębiorstwo Handlowe A-T S.A. Krotoszynwww.healthyfood.waw.pl/