Jąkanie i grymasy twarzy

Wiele lat temu mój pacjent Oskar zgłosił się na leczenie z powodu jąkania, któremu towarzyszyły okropne grymasy twarzy, a także ze względu na wręcz nieprzezwyciężalne kłopoty w sytuacjach egzaminacyjnych przeżywał także lęk, że nie będzie mógł wykonywać zawodu lekarza. Z racji głęboko w nim zakorzenionego poczucia niższości unikał kontaktów z ludźmi i cierpiał przez to niezmiernie. Skarżył się również na dokuczliwe, hipochondryczne bóle brzucha. Długo sądził, że wystarczy, bym jedynie uwolnił go od tych bólów, wszystko jedno jakim sposobem, aby stał się człowiekiem dorosłym, dla którego świat stoi otworem.

Z upływem lat terapii coraz wyraźniej okazywało się, że nie dysponuję żadnym omnipotentnym środkiem magicznym, który by wszystkie jego problemy rozwiązał stawałem się w coraz większym stopniu obiektem jego pogardy, sarkazmu, złośliwości i dokuczań. Wytworzyła się między nami atmosfera przypominająca w znacznej mierze stosunki panujące w obozie koncentracyjnym. Oskar przypisywał mi rolę komendanta Oświęcimia stojącego przy rampie obozowej i wysyłającego pacjentów na śmierć, wyzyskującego ich jeszcze przedtem. Z drugiej strony Oskar rozkoszował się uczuciem odrażającego i budzącego trwogę triumfu: ustami i odbytem kontrolował kurek, którym wydostać się mógł – choć nie powinien – gaz śmiercionośny tak dla mnie, jak i dla niego samego. Tę relację obozu koncentracyjnego, którą w końcu pojąłem i z nim przepracowałem, „praktykował” on po kryjomu od lat, bojkotując pracę analityczną.

Leave a Reply