Problem depresji w przeciwprzeniesieniu

Byłem przez to nieraz całkiem bezradny i doprowadzony do granic wytrzymałości. Oczywiście Oskar przyczyniał się także do poszerzania tych granic to, że jego analiza jednak jakoś postępowała, mimo mojej wściekłości, niemocy i upokorzenia, było możliwe dlatego, iż dawkował mi on swą śmiertelną i paraliżującą truciznę w taki sposób, bym mógł to jednak przeżyć i odzyskać nadzieję. Owa nadzieja, często sprowadzana do nikłego płomyka, nie była jednak bezpodstawna. Poza klimatem znęcania się, ujawniały się pragnienia bliskości oraz marzenia o czułości i harmonii w kontakcie ze mną, czemu towarzyszył lęk i poczucie zawodu. Kontakt taki stałproblem depresji w przeciwprzeniesieniu się możliwy dopiero wówczas, gdy zaakceptowałem, zniosłem i w końcu zrozumiałem wraz z nim jego oblicze sadodestrukcyjne.

Przystąpię teraz do omawiania okresu leczenia, który jest najciekawszy ze względu na problem depresji w przeciwprzeniesieniu. Oskar znieważał mnie często pełen pogardy, wyrzekając na mnie godzinami, wymiotując i odrzucając w niepamięć wszystkie z takim trudem wypracowane cenne osiągnięcia analizy. Zachowywał się tak, jak w wieku niemowlęcym: jego matka wkrótce po urodzeniu musiała powierzyć dziecko klinice na wiele miesięcy, gdyż zwracało ono cały pokarm. Podczas terapii Oskar przeważnie opisywał swoje bóle brzucha, mnożąc teorie na temat sposobów ich leczenia. Atakował mnie z sadyzmem i paraliżował. W końcu oznajmiłem, że jego bóle nie są dla mnie tak fascynujące, jak by sobie tego życzył. Byłem co prawda gotów słuchać tego dalej, ale miałem wrażenie, że jest wiele innych, ważniejszych i cenniejszych spraw, o których moglibyśmy rozmawiać.

Leave a Reply

http://www.aluprof.eufotograf ślubny piaseczno