Terapeuta depresyjny i zaburzenie uczuć

To mój przeciwprzeniesieniowy stan depresyjny uniemożliwił zebranie cennego materiału i przeanalizowanie go tak, jak to właśnie po czasie uczyniłem. Obaj z Oskarem potrzebowaliśmy laboratorium, czyli dobrze funkcjonującego psychoterapeuty.

Miałem to szczęście, że doświadczeni koledzy przejęli rolę laboratorium i pomogli mi w trudnej sytuacji, tak że byłem w stanie przyjąć, rozpoznać i opracować diagnozę mego stanu depresyjnego. Silne wewnętrzne ciśnienie lęku i poczucia winy zmalało i czułem, jak powracam do życia.

To oczywiście Oskar mnie zaraził i sprawił, że stałem się do tego stopnia niepewny i pozbawiony nadziei, iż nie mogłem już nic od niego przyjąć. Nie byłem już w stanie ani uporządkować materiału, ani ocenić go, ani pomóc pacjentowi. Oskar natomiast jako pierwszy trafnie rozpoznał naszą sytuację i usiłował mi ją wyjaśnić. Konieczna jednak była pomoc „trzeciego ucha”, a także kilka tygodni czasu, bym mógł znowu zaoferować mu pomocne wysłuchanie.

Spróbuję teraz wyciągnąć na podstawie tych obserwacji jakieś ogólniejsze wnioski i ustalić pewne teoretyczne związki. Moje doświadczenie analityczne, doświadczenia superwizyjne oraz okazje obserwowania i poznawania trudności, jakie mieli doświadczeni koledzy, pokazały, że zamykanie się terapeuty nie jest rzeczą rzadką. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to zjawisko zdarza się znacznie częściej, niż to sobie uświadamiamy. Gdy terapeuta nie przyjmuje lub odrzuca pomoc swego pacjenta, to przeważnie dlatego, że występuje depresyjna komunikacja u terapeuty. Można za Haroldem Searlesem (1979) powiedzieć, że leczący odrzuca nieświadomą chęć pacjenta uleczenia swego lekarza psychoterapeuta pokazuje tym samym, że w takiej chwili on sam jest chorym.

Leave a Reply

http://www.ladiesbeauty.pl/